Archiwa kategorii: Felieton „Między jeziorem, a wielką piłką”

artyku_puls_pawelkrawczyk

2014.10.31 – Historia konfliktu na linii Dyrektor OSiR – MGKS Huragan i innymi sportowymi stowarzyszeniami

Od kilku lat trwa cicha wojna pomiędzy nowym dyrektorem OSiR-u Panem Michałem Fijałkowskim, a zarządem MGKS Huragan. Pan Fijałkowski został powołany na stanowisko dyrektora OSiR przez Burmistrza Michała Podsadę w chwili rozdzielenia tej funkcji na dyrektora Ośrodka Kultury i Ośrodka Sportu i Rekreacji. Rozdzielenie miało ponoć na celu usprawnienie działalności tych jednostek, które nota bene całkiem dobrze do tej pory się miały.

W związku z brakiem porozumienia pomiędzy zarządem klubu a Panem dyrektorem oraz doświadczeniami poprzedniego zarządu Huraganu z lat 2008-2011 dnia 30-tego marca 2011 roku z inicjatywy zarządu Huraganu odbyło się spotkanie z Burmistrzem Michałem Podsadą, jego zastępcą I. Antkowiakiem i dyrektorem M. Fijałkowskim. Celem tego spotkania była „odnowa” relacji i ustalenie wspólnych działań, możliwości współpracy aby perfekcyjnie funkcjonować na rzecz mieszkańców. Niestety nie przyniosło ono spodziewanych rozwiązań. Po czasie przedstawiciele MGKS odnosili wręcz wrażenie, że są niemile widzianą konkurencją. 2 lipca 2012 roku, czyli po ponad roku na skutek dalszej niemożności nawiązania współpracy i bezsilności stowarzyszeń sportowych (nie tylko Huraganu!) odbyło się kolejne oficjalne spotkanie ich przedstawicieli (Pobiedziski Klub Tenisowy, UKS Smecz, UKS Pobiedziska-Letnisko, UKS Pobiedziska-Siatkówka oraz Huragan) z Burmistrzem Michałem Podsadą i tu cytat „na wniosek Stowarzyszeń działających w dziedzinie sportu w celu przedstawienia uwag i zastrzeżeń dotyczących współpracy pomiędzy stowarzyszeniami i klubami, a OSiR w Pobiedziskach w osobie p. Michała Fijałkowskiego” – jako jego zarządcy. Stowarzyszenia udokumentowały nieprawidłowości w funkcjonowaniu OSiR.

Wyartykułowano kilkanaście punktów, m.in. niewłaściwe księgowanie środków tłumaczone „pomyłką”, brak wykonania nawadniania boiska Stadionu Miejskiego wodą z jeziora pomimo posiadania wszystkich pozwoleń (!), nietrafionych prac na kilkadziesiąt tysięcy złotych jak np. oświetlenie kortów, które nie jest przystosowane do gry w tenisa (!), braku jakiejkolwiek długofalowej strategii działania tej nowo powołanej przez Burmistrza Podsadę jednostki budżetowej. Dyrektor OSiR oficjalnie i zgodnie z adnotacją z protokołu oddał się do dyspozycji Burmistrza Michała Podsady, a ten do dziś nic z nim nie zrobił! Dlaczego? Dalsze zaniechania działań spowodowały skierowanie pisma 26.05.2014 r. do Gminnej Rady Pożytku Publicznego z prośbą o pomoc i rozwiązanie problemów. Niestety i to spotkanie nie przyniosło zmiany postawy Pana dyrekytora Fijałkowskiego, wręcz obecni na zebraniu odnieśli wrażenie, że w/w nie poczuwa się do jakichkolwiek zmian w swoim dotychczasowym postępowaniu w stosunku do przedstawicieli Huraganu – społeczników i pasjonatów sportu. 27.06.2014 r. skierowano kolejne oficjalne pismo do Dyrektora Fijałkowskiego i Burmistrza z 15. punktami, na które do dziś dnia nie otrzymano od urzędników żadnej odpowiedzi. Zapytania dotyczyły m.in. przedstawienia budżetu, tj. jego części, w której określone są koszty na utrzymanie boisk, wielkości środków jakie wydano w tym roku. Na co zostały przeznaczone? Proszono m.in. o podanie odpowiedniego rozporządzenia, które mówi o tym, że boiska koszone są „zgodnie z zapotrzebowaniem”, podanie terminów napraw określonych w piśmie, itp , itd. No cóż, nie doczekano się odpowiedzi! Można by rzec, że problemy usportowionej pobiedziskiej młodzieży zostały całkowicie zignorowane przez władze gminy Pobiedziska.

Przypominamy, że za kadencji Burmistrza Podsady „rozbito” OKiS na OK i OSiR. Po co? Nie wiadomo. A jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. W innych sąsiednich gminach, jak np. Kostrzyn, Kleszczewo, Łubowo, Murowana Goślina nie ma tego typu instytucji! Oszczędzono tam na samej pensji dyrektora OSiR ok. 300.000,00 zł! (przez okres 4. lat). Tego nie wyczytamy w „Biuletynie”. Te pieniądze podatników, które zostały przeznaczone na zatrudnienie Pana dyrektora OSiR-u, Michała Fijałkowskiego, powinny trafiać na cele, na które jak słyszymy „nie ma pieniędzy”. To proste i logiczne. Od lat jesteśmy bezsilni, a wręcz atakowani przez władze za to, że „pozwalamy sobie” na głośne mówienie prawdy o publicznych środkach. Na szczęście sami radzimy sobie pozyskując sponsorów – tych lokalnych i spoza gminy Pobiedziska. Bez nich niemożliwa byłaby tak szeroko prowadzona działalność statutowa klubu, który posiada ponad 77-letnią historię. Liczyć wypada, że nowe władze pozwolą spokojnie pracować z młodzieżą i będą wspierać w tych działaniach społeczników, tak jak to się dzieje w innych gminach. To się wszystkim opłaca!

Autorzy tekstu: Paweł Krawczyk, Grzegorz Krawczyk

felieton_miedzy jeziorem_pawelkrawczyk

2013.09.26 – Flaga narodowa nie, swastyka tak!

Był to mój 25. mecz reprezentacji Polski, która obok Huraganu Pobiedziska jest mi najbliższa sercem. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy na bramach Stadionu Narodowego okazało się, że moja flaga narodowa z napisem „Pobiedziska” jest za duża i nie może być wniesiona na stadion!!! Nie byłoby mojej wściekłości, której nie omieszkałem wyrazić na miejscu, gdyby nie fakt, że byłem pewien, że po wejściu na stadion ujrzę dziesiątki wielokrotnie większych flag od mojej.
Oczywiście nie myliłem się! Na drugiej stronie (za bramką, którą odczarował w końcu dla siebie Robert Lewandowski) ujrzeć można było transparenty z napisami: Sieradz, Brodnica, Przeworsk, Konin, Knurów i wiele, wiele innych… o wymiarach „na oko” co najmniej dwukrotnie większych!
Regulamin, regulaminem, a polska specjalność to inna dziedzina, gdzie nie mamy sobie równych. Sposób z jakim Polacy szanują przepisy prowadzi właśnie do takich sytuacji. Otóż jest napisane, iż flagi nie mogą być większe niż 1,5 metra. Moja, żeby oddać sprawiedliwości, jest dłuższa i z tym nie dyskutuję, tylko dlaczego był to 25. mecz i stało się to po raz pierwszy?! Ano dlatego, że akurat p. „Wiesiu” na którego trafiłem był tak zwanym po polsku wyjątkowym „służbistą”, a inni mieli więcej szczęścia…

Moja irytacja numer dwa miała miejsce jeszcze pod koniec 1. połowy. Wtedy to siedząc najbliżej trybuny gości dostrzegłem z ok. 15-20. metrów potężną wytatuowaną swastykę na bicepsie ubranego na czarno „kibica” Czarnogóry. Biedak rozebrał się pewno z emocji i tym samym dumnie eksponował swoje atuty. Akurat rząd pode mną siedziała czwórka dzieci w wieku ok. 10 lat. Mieli oni ponad godzinę czasu przyglądać się temu troszkę „innemu” krzyżowi.
Mam pytanie do głównodowodzącego stewardami, czy też innego „dyrektora” od bezpieczeństwa: czyż nie jest to symbol zakazany w Polsce i jego propagowanie jest karane? Chyba nie, bo p. „Rysiu” i „Stasiu”, czyi stewardzi, którzy stali dosłownie obok niego, nie wiedzieli w tym nic złego… Nie, nie bali się przemocy, ze strony czarnogórskiego „steryda”, bo tych ostatnich była naprawdę garstka na prawie pustym sektorze przeznaczonym wyłącznie dla przyjezdnych. Nie może dziwić wobec tego, że na polskich stadionach ciągle rządzą kibice, a nie tzw. prawo.
Wracam jeszcze na koniec do przysłowiowego p. „Wiesia”, który skonfiskował mi flagę do depozytu, a nie zauważył dziesięciu rac, które wnieśli bez żadnego problemu (!!!) sympatycy gości i odpalili je sobie w 12. minucie po golu na 0:1. Czy kogoś to dziwi?!
Cóż, wszystko to pewnie przez polską gościnność i otwartość z jaką witamy przybyszów. Trąci to wszystko amatorszczyzną, kompleksami i totalnym brakiem organizacji… Czy to, że od piłkarze zawsze wymagamy perfekcji i zwycięstw nie jest kolejnym naszym paradoksem?

felieton_miedzy jeziorem_pawelkrawczyk

2013.04.10 – Huraganowa prognoza pogody

Nietypowo zaczyna się piłkarska wiosna. Wcześnie rozpoczęte przygotowania spowodowały, że Ci bardziej zorganizowani, a do takich zalicza się ekipa Huraganu Pobiedziska formę gotowali jak się okazało na… przymusowe oczekiwanie na grę. Na szczęście nie ma tego złego…i oby głód piłki okazał się naszym atutem.

Przy tej okazji mamy również nietypową „poezję kopaną”, którą dedykujemy wszystkim, którzy dobrze życzą czerowno-czarnym… Niech ten ośmiozgłoskowiec będzie prawdziwą przepowiednią pogodnej piłkarskiej wiosny! *

Co tam panie w Huraganie?
Słyszę często to pytanie,
Czasem mówić trudna sztuka,
Gdy się punktów próżno szuka…

Owszem, rzadko to się zdarza,
Bo przeciwnik się naraża,
Na te szkwały silne – sztormy,
Czyżby rywal był bez formy?

Za to nasze Cheerliderki,
Dla nich taniec to są bierki!
Piramidy stawiać mogą,
Na trybunach wieje trwogą…

Awans będzie snem czy jawą?
Dziś rozstrzygnąć trudną sprawą…
To w kurniku ostrzą piórka,
Chce tam wygrać każda kurka!

Lisa trzeba drogi panie!
Bo przy silnym huraganie…
Do kurnika wkraść się można,
I lidera upiec z rożna!

Wtedy czerwiec, lato, słońce,
Spytasz tuż przed meczu końcem…
Po co szampan dziś się leje?
Czwarta liga, pijże śmielej!

* Okazało się, że wierszyk z kwietnia 2013 r. był… proroczy (!) – dokładnie się sprawdził i Huragan wyprzedził w dramatycznych okolicznościach Kotwicę Kórnik i uzyskał upragniony awans do IV ligi!

felieton_miedzy jeziorem_pawelkrawczyk

2013.02.21 – Czy Irlandzcy kibice to wzór?

Tknęło mnie niedawno, po towarzyskim meczu Polaków w Irlandii, aby podzielić się z Państwem moim spostrzeżeniem związanym z tzw. „poprawnymi politycznie kibicami” (PPK) podczas Euro 2012 w Polsce. Muszę przyznać, że irytowały mnie tu i ówdzie zachwyty polskich „mediów” nad zachowaniem kibiców z Irlandii.

Zadziwiają mnie wspomniane powyżej ekscytacje, powtarzane z różnym nasyceniem i przez różnych „znawców” piłki nożnej, którym do dziś nie ma końca… Owszem to bardzo sympatyczne zjawisko, gdy ludzie na ważnej imprezie sportowej (i nie tylko) potrafią się znakomicie bawić, śpiewać, cieszyć itd…

Co miał jednak zrobić prawdziwy sympatyk polskiej reprezentacji po meczu z Czechami? Czy miał jak ten kretyn skakać z radości i pić piwo do upadłego (w kolejności pewnie odwrotnej) po takim rozczarowaniu? Otóż wydaje mi się, że takie podejście i zachęcanie do bycia PPK wynika właśnie z kompletnej ignorancji ludzi, którzy prawdziwymi kibicami po prostu nie są, a tylko zabierają głos w sprawie… bo taka moda i potrzeba chwili.

Nie potrafię pojąć jak mógłbym po przegranej z Czechami iść na tzw. „miasto” i skakać z radości krzycząc, że „nic się nie stało”!? Jedyne co mógłbym zrobić będąc na tym meczu, to powstrzymując złorzeczenie, w ciszy i spokoju wsiąść do tramwaju i odjechać do domu z poczuciem przegranej… osobistej przegranej!

Bo jak inaczej odczuwać może człowiek tę przegraną? Jak można „nadzierać” się słowami „nic się nie stało” w stronę przegranych zawodników? Nic się nie stało… Skoro tak – dlaczego Ci zawodnicy nie machnęli ręką jeszcze na murawie i nie poszli czym prędzej „na piwo”? Czyżby stracili humory? Dziwne, przecież PPK mają to gdzieś – oni się bawią!!! To jeszcze niedawno byliście z nimi (piłkarzami) z hasłem na ustach „jesteśmy z Wami”, a godzinę później już nie jesteście?

Przecież ci sami piłkarze zaprzepaszczając historyczną, niepowtarzalną szansę na zapisanie się w futbolowych annałach i tracąc lukratywne kontrakty na pewno nie skakali z radości. I nie zgodzę się, że nie dali z siebie wszystkiego. Po prostu byli za słabi, a to czasem powoduje nawet pewnego rodzaju zmniejszenie agresywności w grze, zmniejsza poczucie wartości i odbiera siły…

Co do głupiego kibicowskiego „nic się nie stało”… Otóż stało się! Bo to tak, jak by syn nie zdał matury, a ojciec cieszył się z tego w najlepsze… Kto tak robi, nie zależy mu na tym maturzyście. Jest pewnie dalekim znajomym, albo nawet po cichu zazdrosnym sąsiadem i ma to głęboko gdzieś… Przecież tylko prawdziwi bliscy i dobrze życzący będą współczuć i martwić się o los abiturienta!

Owszem, ktoś powie, że traktuję to zbyt poważnie, ale zapewniam, że daleki jestem od popadania w depresję… bo „żałoba” mija szybko i przecież „już za rok matura”, a dokładniej Mistrzostwa świata w Brazylii!

Jesteśmy za słabi? Tak… być może, niestety… Ale mam pytanie do kibiców z Irlandii, czy są w stanie się prawdziwie cieszyć z ewentualnego przyszłego zwycięstwa, czy będzie to kolejny „nudny” dzień tej samej zabawy??? Nie rozumieją oni chyba tego i nie doświadczą nigdy tego, co dzieję się w głowie prawdziwego kibica po zwycięstwie jego ukochanej drużyny. Bo to tylko wtedy razem wygrywamy… i tylko wtedy prawdziwie się cieszymy… jak w pozapiłkarskim życiu.

Prawdziwy kibic, a nie turysta, pamięta zapewne maksymalnie kilka meczów, które utkwiły mu w pamięci właśnie z tego powodu… Z powodu niepowtarzalnej gry, niebywałych zwrotów akcji, zwycięstwa i dopiero na końcu wielkiej, olbrzymiej radości.

Widocznie dla PPK i „mediów” wynik biało-czerwonych był nieistotny, bo przecież i tak, na wzór wyspiarzy, trzeba się było cieszyć!